Internetowy odwyk, bez telefonu i w milczeniu!

fundament rekolekcje

Jeszcze pół roku temu, jak nie krócej, kiedy słyszałam o rekolekcjach w milczeniu pukałam się w czoło i mówiłam stanowczo – nie, to nie dla mnie! Mam za dużo energii, niediagnozowane ADHD – nie wytrzymam! Mówiłam tak, chociaż nie raz przekonałam się na własnej skórze, jak trafne jest powiedzenie – chcesz rozśmieszyć Boga, opowiedz mu o swoich planach.

Jak do tego doszło?

Pan działał mega subtelnie – jak zawsze. Najpierw pokazał mi postać św. Ignacego Loyoli przez film, na który poszłam razem ze wspólnotą. 3 rzeczy utkwiły mi w pamięci: 1) Pan przychodzi do każdego – nawet prostytutek, 2) post to sposób na przebłaganie za grzechy, bo głód przypomina o modlitwie, 3) modląc się można wyobrazić sobie siedzącego Jezusa, który z miłością słucha moich modlitw. Może w trochę lepszych oklicznościach niż te:

kiedy tłumaczę jezusowi, że jest mi ciężko

Później na mojej drodze przewinęły się przypadkowe książki, osoby, ale kluczowa była sytuacja, w której moja wspólnota miała się ku upadkowi. Wtedy padły głosy, aby spróbować medytacji ignacjańskiej Słowa Bożego. Szłam przerażona, bo milczenie i medytacja kojarzyło mi się bardziej z ogromnym wysiłkiem, ale w efekcie było to przyjemne spotkanie, które poruszyło moje serce. To sprawiło, że zapragnęłam tego więcej, a spędzony tak tydzień stawał się coraz bardziej możliwy. Kiedy przyszły trudniejsze momenty, czyli zakończenie ważnej relacji i trudności w pracy, poczułam, że mam pragnienie takiej izolacji – tylko Bóg i ja. Po to, by przywrócić porządek, żeby to ON stał na pierwszym miejscu, a nie praca czy chłopak.

Quo vadis, Wdoowska?

Na 6 dni wyjeżdżam do Pobiedzisk k. Poznania. Tam jest ośrodek rekolekcyjnySióstr Sacré Coeur.

Z Poznania dojeżdża tam pociąg i autobus. Pociągiem podróż trwa pół godziny, ale później jeszcze jest kawałek pieszo, który podobno trwa tyle, co jazda pociągiem. Elementy obowiązkowe do wzięcia to mechaniczny budzik (!), zegarek i Pismo Święte. Jedno, co jest dla mnie teraz pewne to to, że się nie wyśpię. (w majówkę 🙁 )

Kupiłam sporo suchego prowiantu, bo dieta wegeteriańska nie wchodzi w rachubę. Dopiero teraz tak mi przyszło do głowy, że jeśli są to rekolekcje w ciszy, to szeleszczące jedzenie może trochę przeszkadzać. Najgorsze jednak będzie pozbawienie mnie telefonu, który prawie wrósł mi w rękę. Nawet nie chodzi o kontakt ze światem, tylko o moje małe centrum dowodzenia – e-booki, notatki, i co najgorsze, aparat. Zamiast niego będę nosić Pismo Święte, chociaż jest trochę mniej poręczne.

Co mnie trzyma przy tej decyzji? Słyszałam, że przez pierwsze 3 dni zagadujesz w głowie Boga, a później uczysz się Go słuchać i rozpoznawać Jego głos pośród myśli. Zobaczymy 🙂

 

Co o tym myślisz? Polubimy się z duchowością ignacjańską?

 

widziałeś?